Tak jakoś naszło mnie na wspomnienia :) i małe porównanie :)
Poród nr 1 -wywoływany 2010r
W szpitalu państwowym, teraz z perspektywy czasu wiem jaka byłam głupia,że się zgodziłam na wywołanie ! natura wie co robi i dziecko wie kiedy opuścić brzuch mamy (oczywiście są wyjątki,kiedy jest jakieś zagrożenie czy inne wskazania) a u nas przecież dopiero było 6 dni po terminie ! ..3 dni w szpitalu przed wywołaniem,3 dni po porodzie.Przed podaniem oksytocyny,zrobiona lewatywa ! matkoboska !! to mi odebrało już 3/4 sił ! ..później leżenie pod kroplówką ..i bóle krzyżowe..no bolało jak skurczybyk,ale wtedy nie narzekałam przecież poród to musi boleć nie ? ..po porodzie szybkie szycie i nagle wszyscy wyszli bez słowa a my zostaliśmy sami na 2h...które Zuzia przespała, ale nie przy cycu..bo nikt nam nie powiedział jak i kiedy przystawić do piersi.Po 2 h przewieźli nas na salę, straciłam sporo krwi,urodziłam o 18:15, wstałam z łóżka dopiero ok 7 następnego dnia a i tak musiałam się sporo naprosić o pomoc ! O jedzeniu nie wspomnę,bo z głodu można się było przekręcić.O doradczyni laktacyjnej mogłam pomarzyć,za to stał na korytarzu cały zapas mleka modryfikowanego.Czułam się fatalnie,pewnie przez anemię ale i nie mały baby blues mnie dopadł,który trwał całkiem długo ! Nasze karmienie piersią skończyło się bardzo szybko po 3-4 tygodniach bo od samego początku Zuzka była karmiona mieszanie. Bo wmawiano mi że się nie najada,że mleko słabe i ble,ble,ble całe mnóstwo głupot ! o diecie dla matki karmiącej nie wspominając !..a burza hormonów po porodzie,była tak intensywna,że na samą myśl mi słabo,do tego migreny podwoiły swoją siłę ! i kilogramy po ciąży wcale nie chciały spadać !
Poród nr 2 - ruszyło samo 2015r :)
Nie ukrywam,że bałam się powtórki z rozrywki.
Jednak było zupełnie inaczej.Ciąża minęła w ekspresowym tempie, dolegliwości za bardzo nie uprzykrzały funkcjonowania :)
Postawiliśmy tym razem na prywatny szpital z możliwością porodu na NFZ.
Modliłam się aby poród ruszył sam, wprowadziłam w życie wszystkie możliwe naturalne metody na wywołanie porodu. Gdzieś tam czytałam, że drugi poród zawsze szybszy,ale wiadomo że różnie bywa. Śmiałam się do mamy będącej u nas, że ja to sobie w domu urodzę w wannie ;) ..no dużo nie brakowało :D.Na 1.11 wypadał termin , dzień później chwila przed północą obudziłam się,z bólem brzucha jak przy jelitówce ,biorąc pod uwagę,że Zuzia w tym dniu źle się czuła,byłam pewna że i mnie dopadło,kiedy się przeczyściłam ;)..jednak chwilę później brzuch zaczął lekko dokuczać zupełnie jak na okres,na luzie liczyłam ile to wszystko trwa.Kiedy po godzinie nie mijało a skurcze były co 4-5 minut łaskawie dopakowałam torbę,zrobiłam lekki makijaż :D mama mnie już prawie siłą z domu wypchnęła :D Dojechaliśmy do szpitala to była jakaś 2:20,zdążyłam się położyć na KTG i chluuuup odeszły wody i zaczęły się skurcze parte ;) ..migiem przewieziono Nas na porodówkę skurcz i ..jest Lilcia ! o 2:46 :) tak szybko to trwało,że nie zdążyłam się nacieszyć porodem ! serio ! i poród wcale nie musi boleć jakoś bardzo mocno !
Michał przeciął pępowinę i Lilcia wylądowała przy cycusiu,po 2h dostałam kolację ! wstałam i wzięłam prysznic jak gdybym w ogóle nie rodziła ;) !
Była cudowna położna która pokazała jak prawidłowo przystawiać Li,oraz przekazała że mama może jeść zupełnie wszystko !
Nie było tym razem burzy hormonów,nie było baby blues , migreny się zdarzają ale bardzo rzadko i są bardzo łagodne,kilogramy spadły tak fajnie,że aż sama była zdzwiona ! a nasze karmienie piersią trwa już 17 miesięcy ! :)
Takie małe porównanie ..;)

