Wszędzie dobrze...ale w domu najlepiej !
Jeszcze biorąc pod uwagę fakt,że święta spędziliśmy z jelitówką !..
Kiedy w piątek czekaliśmy na PKS mama mówiła,że dzień wcześniej dziadek się kiepsko czuje..jednak każdy myślał,że to zatrucie pokarmowe i tylko tyle,bo przecież dziadek wychodzi z domu raz na pół roku więc jak ma jelitówkę złapać ?
..w sobotę i niedzielę rozłożyło mamę,w poniedziałek Zu, we wtorek i środę eMa,czwartek mnie,a w piątek tatę..mam wstręt do jedzenia !..na słowo ryby,kapusta,barszcz...mnie mdli !
Nawet wielka micha słodyczy która stoi tuż przed moimi oczami przyprawia mnie o mdłości mimo że w sumie jelitówka minęła..to wstręt pozostał.
Zu szczepiona była na rota więc zawsze (dzięki Bogu) znosi te wirusówki bardzo łagodnie.
Święta więc spędzone chorobowo,ale i tak było miło i przyjemnie ;)
Przez chorobę i fotek za wiele nie ma.
Nie zazdroszczę, takie święta to rzeczywiście koszmar.
OdpowiedzUsuńNo i szczerze podziwiam, że chce się wam młodą szczepić co roku na rota, ja to zarzuciłam, bo i tak w przypadku mojej nic a nic nie pomogło, kolejnym razem w szpitalu musiałyśmy zostać.
A zdjęcia piękne. Jak zawsze zresztą :)
Zu miała tylko dwie dawki ;) jako niemowlak ;)
OdpowiedzUsuńWspółczuję, oby Wam szybko wrócił apetyt :) Zdjęcia cudne :)
OdpowiedzUsuń