piątek, kwietnia 07, 2017

Poród nr1 vs poród nr 2

Hej,hej !
Tak jakoś naszło mnie na wspomnienia :) i małe porównanie :)

Poród nr 1 -wywoływany 2010r

W szpitalu państwowym, teraz z perspektywy czasu wiem jaka byłam głupia,że się zgodziłam na wywołanie ! natura wie co robi i dziecko wie kiedy opuścić brzuch mamy (oczywiście są wyjątki,kiedy jest jakieś zagrożenie czy inne wskazania) a u nas przecież dopiero było 6 dni po terminie ! ..3 dni w szpitalu przed wywołaniem,3 dni po porodzie.Przed podaniem oksytocyny,zrobiona lewatywa ! matkoboska !! to mi odebrało już 3/4 sił ! ..później leżenie pod kroplówką ..i bóle krzyżowe..no bolało jak skurczybyk,ale wtedy nie narzekałam przecież poród to musi boleć nie ? ..po porodzie szybkie szycie i nagle wszyscy wyszli bez słowa a my zostaliśmy sami na 2h...które Zuzia przespała, ale nie przy cycu..bo nikt nam nie powiedział jak i kiedy przystawić do piersi.Po 2 h przewieźli nas na salę, straciłam sporo krwi,urodziłam o 18:15, wstałam z łóżka dopiero ok 7 następnego dnia a i tak musiałam się sporo naprosić o pomoc ! O jedzeniu nie wspomnę,bo z głodu można się było przekręcić.O doradczyni laktacyjnej mogłam pomarzyć,za to stał na korytarzu cały zapas mleka modryfikowanego.Czułam się fatalnie,pewnie przez anemię ale i nie mały baby blues mnie dopadł,który trwał całkiem długo ! Nasze karmienie piersią skończyło się bardzo szybko po 3-4 tygodniach bo od samego początku Zuzka była karmiona mieszanie. Bo wmawiano mi że się nie najada,że mleko słabe i ble,ble,ble całe mnóstwo głupot ! o diecie dla matki karmiącej nie wspominając !..a burza hormonów po porodzie,była tak intensywna,że na samą myśl mi słabo,do tego migreny podwoiły swoją siłę ! i kilogramy po ciąży wcale nie chciały spadać !


Poród nr 2 - ruszyło samo 2015r :)

Nie ukrywam,że bałam się powtórki z rozrywki.
Jednak było zupełnie inaczej.Ciąża minęła w ekspresowym tempie, dolegliwości za bardzo nie uprzykrzały funkcjonowania :)
Postawiliśmy tym razem na prywatny szpital z możliwością porodu na NFZ.
Modliłam się aby poród ruszył sam, wprowadziłam w życie wszystkie możliwe naturalne metody na wywołanie porodu. Gdzieś tam czytałam, że drugi poród zawsze szybszy,ale wiadomo że różnie bywa. Śmiałam się do mamy będącej u nas, że ja to sobie w domu urodzę w wannie ;) ..no dużo nie brakowało :D.Na 1.11 wypadał termin , dzień później chwila przed północą obudziłam się,z bólem brzucha jak przy jelitówce ,biorąc pod uwagę,że Zuzia w tym dniu źle się czuła,byłam pewna że i mnie dopadło,kiedy się przeczyściłam ;)..jednak chwilę później brzuch zaczął lekko dokuczać zupełnie jak na okres,na luzie liczyłam ile to wszystko trwa.Kiedy po godzinie nie mijało a skurcze były co 4-5 minut łaskawie dopakowałam torbę,zrobiłam lekki makijaż :D mama mnie już prawie siłą z domu wypchnęła :D Dojechaliśmy do szpitala to była jakaś 2:20,zdążyłam się położyć na KTG i chluuuup odeszły wody i zaczęły się skurcze parte ;) ..migiem przewieziono Nas na porodówkę skurcz i ..jest Lilcia !  o 2:46 :) tak szybko to trwało,że nie zdążyłam się nacieszyć porodem ! serio ! i poród wcale nie musi boleć jakoś bardzo mocno !
Michał przeciął pępowinę i Lilcia wylądowała przy cycusiu,po 2h dostałam kolację ! wstałam i wzięłam prysznic jak gdybym w ogóle nie rodziła ;) !
Była cudowna położna która pokazała jak prawidłowo przystawiać Li,oraz przekazała że mama może jeść zupełnie wszystko !
Nie było tym razem burzy hormonów,nie było baby blues , migreny się zdarzają ale bardzo rzadko i są bardzo łagodne,kilogramy spadły tak fajnie,że aż sama była zdzwiona ! a nasze karmienie piersią trwa już 17 miesięcy ! :)





Takie małe porównanie ..;)


sobota, marca 18, 2017

Człowiek myśli, Pan Bóg kreśli.

W poniedziałek byłam u lekarza z Li katar lał się z nosa, powodował kaszel więc pędziłam aby ją osłuchać, bo niecały miesiąc temu miała zapalenia oskrzeli, a nawet otarło się o początkowe zapalenie płuc. Na szczęście wszystko dobrze, okazało się, że winowajcą są zęby idzie naraz 7 sztuk, tak jak ich nie było ..tak teraz chcą wyjść wszystkie naraz.
Pochwaliłam się lekarce,że Zuzia fajnie się trzyma bez choroby,że prawie miesiąc już w przedszkolu. Więc wczoraj w nocy Zuzka,obudziła się z płaczem-bolące ucho :(
..jeszcze miałam nadzieję,że może to chwilowe,że jej minie..niestety nie minęło,
po godzinie 9 termometr pokazywał prawie 40 stopni :(..
Już wiedziałam..zapalenie ucha drugi raz. Pierwsze miała na przełomie grudnia/stycznia,tydzień wyjęty z życiorysu,ból,płacz..i walka z gorączką :( .Wezwałam naszą lekarkę do domu,potwierdziła moją diagnozę,dała leki i oby szybko zadziałały !
Takie plany mieliśmy !..
W niedziele mieli wpaść nasi M&R,dzieciaki miały się pobawić..
eM od poniedziałku tydzień wolnego,chcieliśmy zrobić jeden dzień wagary Zu i do ZOO pojechać..ale to będzie musiało poczekać. 


Tydzień temu wróciła do domu moja mama.Mieliśmy dwa tygodnie "wakacji"
A dziewczynki ? ..pełnia szczęścia :) Lilcia do tej pory na dźwięk domofonu,woła głośno "Baba ! baba !" nie ukrywam,że trochę wykorzystaliśmy fakt,że ma się kto zająć dziewczynkami i załatwiliśmy wszystkie zaległe sprawy/zakupy :)


Za nami też odwiedziny w jednej ze szkół które bierzemy pod uwagę-tzn Zu już chyba zdecydowała ;)
bo idzie tam spora część jej koleżanek i eM w sumie też ;) bo mają tam zajęcia z robotyki/programowania (fajnie i ciekawe ! )  które prowadzi jeden z łódzkich dziennikarzy.
No i sam fakt,że od szkoły dzieli nas 5 minut,wooooolnym krokiem ;)

Co tam jeszcze u nas.. a !
Zrobiliśmy małe zmiany w kuchni i u dziewczynek :)
Kuchenne szafki przeszły małą metamorfozę,bo już do szału doprowadzały mnie fronty,na których wszystko się odbijało a ja musiałam je wciąż szorować aby błyszczały...:) Pojawiła się też na ścianie farba tablicowa i w kuchni i u dziewczynek :)..super sprawa :)

Więc teraz jest tak ..

Pokój dziewczynek ..było tak (ściana jasny brąz,obecnie róż i szare grochy :) )




Przed Nami jeszcze bardzo trudna decyzja..
Crespo od ponad roku choruje na pęcherzycę liściastą..
Raz było lepiej,raz gorzej..ale teraz zaczynają dochodzić do tego problemy z łapami.
Walczymy wciąż,nawet nie wspomnę ile pieniędzy na wszystkie leki,wizyty wydaliśmy.
Jednak weterynarze rozkładają ręce..i coraz częściej wspominają o uśpieniu..;(



środa, lutego 22, 2017

Po roku,wracamy ?

Na jak długo i z jaką częstotliwością ? Nie mam pojęcia to wszystko zależy od naszych dziewczynek na ile będę miała i czas i siły ;) Bo czasami nawet w tygodniu nie odpalam laptopa.
Od czego by tu zacząć..
Ten rok minął nawet nie wiem kiedy..
Pół roku temu,nagle,odszedł mój kochany dziadek,wciąż się z tym nie pogodziłam i wciąż tęsknię za nim tak samo mocno.Jednak cieszę się,że doczekał i Zuzi i Lilki,był najlepszym dziadkiem na świecie.


W listopadzie świętowaliśmy roczek Lilci,połączony z chrzcinami.
Wszystko przebiegło bardzo miło i sympatycznie.
Mały drewniany kościółek,świetny proboszcz który udzielał chrztu.
Bo wspominając księdza,kościół i chrzest Zuzki to był koszmar.


Zuzia,nareszcie nabrała większej odporności
i już więcej czasu spędza w przedszkolu niż w domu ;)
Nauka..oh temat rzeka,jak ma ochotę to jest dziecko geniusz ..
Jak nie ma ochoty to..,no same się domyślcie ;)..
Zapragnęła też trenować balet..,więc trenuje.


Lilcia,zupełne przeciwieństwo Zuzi.
Myślałam,że Zuzka miała motorek w tyłku,oj ale się myliłam ;)
Lilcia to taki mały chochlik, potrafi ugryźć Zuzkę lub uderzyć jak jej czegoś
nie chce dać.Niczego się nie boi,śmiało zostaje w domu pod opieką cioci np. ;)
Tylko warunek jeden..maksymalnie 3h ;) później jest gorąco..bo zaczyna się szukanie piersi.
Tak,nadal się karmimy i karmić zamierzam dopóki Lilka sama nie powie "dość"



Tyle na początek ;)