Przyklejona w kuchni z nosem do szyby wołam do eMa
-Idziemy lepić bałwana ?
-Idziemyyyy , dobiega głos z pokoju.
Ubieram więc Zu,siebie .. i eM siebie ubiera..
Zabieramy marchewkę aby bałwan miał nos i inne niezbędne rzeczy potrzebne bałwanowi.
Wychodzimy pełni zapału ...oczywiście nikt nie zerknął ile jest na minusie..
Otwieramy drzwi i buuuuuuchhhhh dostajemy zimnem po twarzy ..ale,ale.. My się tak łatwo nie poddajemy ..
Śnieg niestety lepić się nie chciał,a wiatr wiejący prosto w twarz + śnieg sypiący w oczy sprawił że po 20 minutach uciekaliśmy ile sił w nogach do domu ...
Wpadamy do mieszkania niczym BAŁWANKI..cali w śniegu.. zerkam na temperaturę .. -15 !!.
Dziecko nasze oczywiście chętnie by się jeszcze w śniegu wytarzało ..jednak całe szczęście że po wytłumaczeniu jej iż była chora i teraz musimy uważać by znów grypa (która w Łodzi szaleje) Nas nie dopadła musimy iść do domu .. licząc że jutro będzie cieplej i będziemy mogli zrobić wypad saneczkowy.
W domu dla Nas zrobiłam domową gorącą czekoladę..a teraz dumam czym zadowolić nasze brzuszki na kolację :-)



Śliczne zdjęcia :D
OdpowiedzUsuńU mnie takiego mrozu to dawno już nie było ;)
Oj u nas to nie wiem czy i był taki mróz :D ..a trochę powinien i u nas zagościć aby te wirusy wymrozić ! :P
OdpowiedzUsuńZdjęcia i tak super ..nawet bez bałwanka ;)
U Nas pomimo mrozu wirusy krążą :-(
OdpowiedzUsuń