Sobotni poranek,słońce wpadające do pokoju,śniadanie..wychodzimy na spacer.
Z autkiem oczywiście bo przecież Zu nim zauroczona,(była muszę dopisać) , ledwo wyszliśmy z klatki,Zu do autka wsiadła i wysiadła,nawet minuty w nim nie spędziła !
Dobrze że autko do windy bez problemu się mieści,bo eM by chyba wyszedł z siebie gdyby te 30kg musiał na V piętro wnosić.
Tak więc krótka piłka autko idzie na sprzedaż,a za pieniądze coś innego się Zu kupi.
Podreptaliśmy więc do parku,a później na plac zabaw.
Matka balerinki nowe założyła , drugi czy trzeci raz i .... gdyby nie to ,że Zu na barana eM siedziała to chyba ja bym w akcie desperacji wskoczyła :P ...tak mnie otarły,że ledwo się do domu doczłapałam..a miałam nawet wizję by iść bez butów :P ...
Idąc w parku zobaczyłam osę lecącą na mnie,pierwszą w tym sezonie (nienawidzę os!) więc się matka wariatka na pół parku wydziera do eM ...Osaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!
Nagle głos zabiera Zu " mamo to nie osia to lobak!"
Tatooooooooo aaaaaaaaa lobak,lobakkkkk !!!!!
Lubię te nasze spokojne.....spacery ;)
..a teraz pogoda się popsuła i zaraz pewnie padać będzie.
Na kolację dziś pizza ;) domowej roboty :) i mordka mi się cieszy bo nie katuję się ćwiczeniami,dla przyjemności ćwiczę czasami brzuszki,codziennie na rowerku stacjonarnym pomykam z 25 min ;)jem to co lubię w rozsądnych ilościach :) a waga która jest dla mnie okej,ładnie w miejscu stoi :))