Miesiąc temu chwaliłam się że powiększy się nam rodzina,wczoraj dowiedziałam się że ciąża kuzynki przestała się rozwijać, serduszko nie bije, 10tc ...i wielki żal i smutek ..i milion pytań dlaczego ? Przecież jej pierwsza ciąża przebiegła idealnie..
Odkąd urodziła się Zu wiedziałam że chcę aby miała rodzeństwo,sama jestem jedynaczką i nie powiem by mi było źle,bo dostawałam zawsze to co zapragnęłam,i miłości otrzymywałam i otrzymuję ogrom,mama to moja najlepsza przyjaciółka z którą gadam na KAŻDY temat a tata najlepszy kumpel z którym każde wyjście na mecz było cudownie spędzonym czasem razem,jednak zazdrościłam trochę koleżanką mającym siostrę czy brata.
W ciąże z Zu udało się zajść za pierwszym podejściem,teraz ... teraz jestem niestety bogatsza o historię znajomych o poronieniach i innych przykrych zdarzeniach..i jakiś taki wewnętrzny strach mnie ogarnia by i nam się nie przytrafiło coś złego..i w głowie jedna część mnie pragnie znów tych dwóch magicznych kreseczek a druga,druga się najzwyczajniej w świecie boi..
To trzeba modlić się i prosić ;)
OdpowiedzUsuń..a będzie dobrze !
Cudne zdjęcia z poprzedniej notki :)
Trzeba wierzyć,że wszystko będzie dobrze,a nie od razu bać się i zakładać,że może być źle.
OdpowiedzUsuńWiesz, żadne słowa w takiej sytuacji nie ukoją serca. Ale nie wolno się poddawać.
OdpowiedzUsuńTak samo ty - nie powinnaś się bać. Pierwszą ciążę miałaś naprawdę super, zwłaszcza, że z zajściem problemu nie miałaś. Nie masz podstaw do tego by się bać.
U mnie to wygląda zupełnie inaczej.
O ciążę starałam się 6 długich (naprawdę długich) cyklów - rozpoznanie PCOS tylko przyspieszyło decyzję o ciąży na którą czekaliśmy i czekaliśmy. Ciążę miałam początkowo książkową, ale aż za bardzo bo dwukrotnie odwiedziłam szpital ze względu na niepowściągliwe wymioty ciężarnych - nie mogłam nic jeść a już pić - wyobraź sobie, że w ciągu godziny wymiotowałam do 40 razy :/ Schudłam w ciągu tygodnia 8kg. Puchły mi nogi, miałam duszności i było mi ciężko - do tego upał blisko 37 stopni + ostra sesja na uczelni. W 35 tygodniu okazało się że mam zatrucie ciążowe - szpital, brak reakcji na leki zbijające ciśnienie i wywołanie porodu. I na tym teoretycznie by się skończyło. Skończyłoby się gdyby nie dwie paskudne rzeczy. Ale to już materiał na książkę.
Potem okazało się, że jest jeszcze gorzej. Mam PCOS, hipreprolaktynemię i cudowne Hashimoto a do tego nadciśnienie indukowane ciążą, które jest lekooporne. O drugim dziecku mogę sobie w myślach pomarzyć.
Strach przed tym, że może (a nie musi, bo chyba zdrowa jesteś) coś się nie udać nie jest tym co jest ci potrzebne. Na twoim miejscu bym się nad tym nie zastanawiała i jeśli macie warunki - druga dzidzia.
Głowa do góry - wszelkie złe rzeczy co się dzieją nie są zaraźliwe :) Ale pesymizm już tak.
Trzeba wierzyć,że się uda Kochana i być dobrej myśli ;))
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki !! ;))